Po co te konie? – pytamy Sławomira Łobockiego, który się nimi opiekuje.
– To dość spora hodowla. 25 koni ze źrebakami rasy zimnokrwistej. Hoduje się je na sprzedaż (dotyczy to źrebaków) i część na mięso. Ale też z zamiłowania.
A jakaś turystyka, nauka jazdy, przejażdżki?
- Przejażdżki? Nie ma kiedy i komu. Ale bryczka owszem, tu stoi.
W Osowie jest VI klasa ziemi. Do hodowli koni nie trzeba lepszej?
- Konie jedzą owies i siano. I jedno, i drugie jest. Do tego potrzebna jest jeszcze słoma na ściółkę – wyjaśnia pan Łobocki. - Latem konie chodzą po pastwisku i mają więcej witamin. Łąki rozciągają się przy rzece Wdzie i tam zbiera się siano. Na tych łąkach nie jest mokro, bo leżą trochę dalej od rzeki. Tak że siano jest swoje.
Wychodzi z tego, że konie w Osowie Leśnym nic nie kosztują. No, prawie nic, bo przecież jest jeszcze robocizna. Hodujmy więc konie. Tu UE nie dała Polsce limitów.
Na zdjęciu Sławomir Łobocki z córeczką.
Oprac. na podstawie artykułu w Tygodniku “Kociewiak” – środowe wydanie “Dziennika Bałtyckiego”