- Na zajęcia przychodzi nieraz i czterdzieścioro dzieciaków. Średnio? Ze trzydzieścioro. Ale nie tylko dzieci w wieku przedszkolnym. Jest też i 18-letnia młodzież. Najczęściej grają w tenisa stołowego i maleńki bilard – mówi pani Janina. - Odbywają się tu rozgrywki szachowe. Oczywiście dzieci lubią też różnego rodzaju układanki, puzzle.
Dziewczynki chętnie też tańczą. Przy świetlicy obywają się wszelkiego rodzaju imprezy, festyny i ogniska.
Jest nawet telewizor – zauważamy.
- A jest, przyniosłam z domu – zaskakuje nas pani Janina. – Chciałabym na własny koszt kupić porządny bilard, ale jest drogi.
Jak to, na własny koszt? - nie możemy wyjść ze zdumienia. – Czyżby aż tyle pani tu zarabiała?
Okazuje się, że płaca jest tak samo mizerna, jak w Rynkówce. Ważne jednak, że jest. A z tym bilardem, to...
- Może później udałoby się ściągnąć wyłożone przeze mnie pieniądze od sołectwa i GOKSiR-u? – zastanawia się świetliczanka. Zastanawia się, a więc sprawa stołu bilardowego jest jeszcze otwarta.
A może, jeżeli ma pani tu tak duża frekwencję, założy pani prywatny klub? Bo przecież za takie pieniądze to nie jest praca na długo. No i mamy kapitalizm.
- Mieszkańcy Frący są za biedni na taki prywatny klub. Poza tym pomieszczenie świetlicy należy do spółdzielni. Dobrze, że GOKSiR nie musi płacić za dzierżawę. Nie można też z tym pomieszczeniem wiele robić, bo na górze domu mieszkają starsi lokatorzy. Nawet gdyby mieszkańcy Frący nagle się wzbogacili (na co się nie zapowiada – red.), to i tak nie dałoby się tutaj urządzić dyskoteki czy jakiejś innej głośnej imprezy.
Życzymy Frący stołu bilardowego!
Nikt nie odkryje tu Ameryki stwierdzając, że na wsi panuje bieda. Ale – co już należy traktować jako odkrycie – w tej biedzie spotyka się czasami tak wspaniałe babki, które chcą coś robić i robią to na sto dwa.
Na podstawie tekstu zamieszczonego w Kociewiaku - środowe wydanie Dziennika Bałtyckiego.