Witamy na stronie Gmina Zblewo

Gmina Zblewo

Portal Wirtualne Kociewie
 «  Wirtualne Kociewie     Gminy  »   Bobowo   ·   Czarna Woda   ·   Kaliska   ·   Lubichowo   ·   Osieczna   ·   Osiek   ·   Skarszewy   ·   
Wiejska Skórcz   ·   Miejska Skórcz   ·   Gmina Starogard Gdański   ·   Starogard Gdański   ·   Smętowo Graniczne   ·   Zblewo
  Sołectwa
    Wszystkie
    Białachowo
    Borzechowo
    Bytonia
    Cis
    Dom Kultury
    Gmina Zblewo
    Imprezy
    Jezierce
    Karolewo
    Kleszczewo
    Lipia Góra
    Listy
    Mały Bukowiec
    Miradowo
    Pałubinek
    Pinczyn
    Radziejewo
    Semlin
    Stare zdjęcia
    Tomaszewo
    Zblewo
  BiP
  Menu główne
   Główna
   Wiadomości


   Archiwum
   News
   Zarekomenduj nas
   Szukaj
   Tematy
   Top Lista
   Linki
  Ankieta
Czy potrzebne są strony sołectw?

Myślę, że tak.
Raczej nie.
Nie wiem.


[ Wyniki | Ankiety ]

Głosów: 439

  Kto jest online
Jest
10 gości i
0 użytkowników online

Jesteś niezalogowany. Możesz się zalogować, lub zarejestrować klikając tutaj.

  Login
 Nazwa użytkownika
 Hasło
 Zapamiętaj mnie

Jeszcze nie masz u nas konta? Możesz je założyć.
Czy wiesz, ze...
W gminie Zblewo jest 16 sołectw i 8 przysiółków. Najwięcej mieszkańców zamieszkuje w sołectwie
  Zblewo - 3150.
Pozostałe sołectwa.
  Białachowo - 248
  Borzechowo - 999
  Bytonia - 756
  Cis - 115
  Jezierce - 231
  Karolewo (z Piesienicą) - 445
  Lipia Góra - 71
  Mały Bukowiec - 88
  Miardowo - 344
  Pałubinek - 164
  Pinczyn - 2162
  Radziejewo - 348
  Semin - 400
  Tomaszewo - 27
  Zblewo - 3154
  Kleszczewo -

    Główna »  Pinczyn  Szukaj  
 Gawędziarz - Alfons Połom    Artykuły
Wysłany przez kociewiak opublikowano środa, 22 luty, 2006 - 12:28
 
Miny mam wrodzone. Ruchy też. Nie mogę stać w jednym miejscu. Jak trzeba tupnąć, to tupnę, jak trzeba gwizdnąć, gwizdnie.
Miny mam wrodzone
Ulica Pałubińska 13. Domostwo w daleko polu, a raczej w śniegu. Kilkadziesiąt kroków do Pałubinka, daleko do centrum Pinczyna. Tu mieszaka Alfons Połom – najlepszy najlepszy gawędziarz w powiecie, a w 2000 roku – na Kaszubach i Kociewiu.
A to pan!

A to pan! Taka znajoma facjata (w myślach gorączkowe – skąd?).
- To ja – mówi pan Alfons – a to mój przybraniec... Żona...  Śmierć i żona od Boga przeznaczona.  

Przybrańcem jest pani Zofia. Gawędziarz ma 74 lata. Z czarnymi, gęstymi włosami  nie wygląda na tyle. 
- W pierwszą niedzielę po Wielkanocy mąż ma grać diabełka w zespole pani Ani Juraszewskiej – mówi pani Zofia.


I teraz wszystko już jasne. Dwa lata temu pan Alfons świetnie grał diabła w misterium wystawionym w kościele w Pinczynie przez zespół „Relaks”.
- Cały zespół liczy 17 osób – mówi gawędziarz – a chłopów zaledwie trzech. Dlaczego? Są leniwe. Nie chce im się chodzić na próby.
Oni chodzą oboje, choć do centrum wioski jest 2,5 kilometra. Próby mają raz w tygodniu w odremontowanym Wiejskim Domu Kultury.

Wcześniej mieli w plebanii. Sala teraz jest bardzo ładna, ale niestety w miejscu sceny zrobiono kuchnię z pokojem. 
Chodzą oboje, bo ona tez występuje w zespole Relax, w chórze. Od półtora roku.

 - Mąż chodził, a ja zostawałam sama w domu. Wreszcie z nim poszłam, bo miał urodziny.  I zostałam, i się wciągnęłam. To dla nas rozrywka.
Latoś pojedzie po raz dziewiąty
Rozmawiamy o sukcesach pana Alfonsa we Wielu. W 2000 r. na turnieju gawędziarzy Kaszub i Kociewia zajął pierwsze miejsce z wyróżnieniem. Dostał 900 złotych.
- Nawet po odciągnięciu podatku wtedy to było dużo – zauważa pani Zofia. - Występuje tam co roku, w tym latoś pojedzie po raz dziewiąty. Za rok będzie 30. konkurs,  jubileuszowy.

- Pierwszy raz? Wysłali zaproszenie do pani Anny Juraszewskiej. Pojechałem. Jak tam jest? Są trzy kategorie -  teksty zmyślone samemu (takie oceniają najwyżej), teksty drukowane i teksty napisane gdzieś w zeszycie, ale jeszcze nieopublikowane. Tak mówi regulamin. Kto sam napisze, tego liczą najwyżej – opowiada pan Alfons.

Rozmawiamy o życiu

Pani Zofia pracowała do pierwszego dziecka w szpitalu powiatowym, później w w Kocborowie. W kuchni. Pan Alfons – w „Kociewiaku” przy Paderewskiego, potem na PKP  w Starogardzie. Tu mają trochę ziemi, ale z niej nie żyli. A sięgając głębiej w czas? Ona przyszła tu z Osówka (gm. Osieczna), on mieszka tu od urodzenia i chodził do V klasy do szkoły w Pałubinku. 

Rozmawiamy o ich życiu, by się dowiedzieć, skąd mają takie zainteresowania. A zwłaszcza on. Przecież gawędziarz musi mieć i talent aktorski, i tematy, o których gawędzi.
- Czy mam talent? Chyba tak. Gdy byłem ministrantem, ksiądz wciągnął nas do sztuki o króle Herodzie. Grałem rolę pasterza. Grałem też w szkole w Pałubinku przed jej zamknięciem. Uczyła tu pani Ania. Graliśmy „Gwałtu, co się dzieje”.

































 Grał, kto miał zamiłowanie w tym kierunku. Mąż grał za kobietę. Trzymał kółko do przędzenia i śpiewał...
- Li li laj laj maciulu – śpiewa pan Alfons. Głos ma mocny i dźwięczny.
Swoich gadek nie mówi

To aktorskie zacięcie bardzo się przydaje panu Alfonosowi we Wielu. 
- Pierwszy raz pojechałem tam w 1998 roku. Gawędziarzy przyjeżdża sporo, najwięcej ze trzydziestu pięciu. Kobiet i mężczyzn po równo, po równo też Kociewiaków i Kaszubów. Gawędzić trzeba 15 minut. My po kociewsku, Kaszubi po kaszubsku. Tak na marginesie - ich nie da się zrozumieć. Prosimy ich, żeby mówili po polsku. Ja występuję w stroju kociewskim. Mam zieloną kamizelkę i zieloną muszkę... Swoich gadek nie mówię. Wymyśla je pani Juraszewska. Podobnie sztuki, jakie wystawiamy w kościele. Co roku coś jest zmienione i konsultowane. Ta kobietka ma talent...

Pan Alfons uważa, że to się tak nie da, z głowy. Nawet ksiądz na kazaniu też musi się przygotować. Zresztą we Wielu wszyscy mają teksty przygotowane wcześniej. Muszą, bo przed konkursem trzeba je wysłać. A podczas konkursu jury siedzi i ma to przed sobą.

A o czym mógłby mówić

Dalej rozmawiamy o Alfonsowym życiu. O czym by – gdyby sam miał ułożyć gadkę -opowiadał. 
- Może o tym... Jak miałem 7 lat, poszedłem tu, do Pałubinka, do szkoły. Niemieckiej, bo już było po wrześniu 1939. Pracowały dwie nauczycielki - Niemka Szmidt i niby Polka z Gdańska Apelhagen. Gadały z sobą po niemiecku. Niemka nic nie rozumiała z polskiej mowy, ta Polska z Gdańska tak. Na przerwie skrycie rozmawialiśmy po polsku. Niemka nie rozumiała, ale była grzeczna.
A ta polska „cipa” była wredna. Usłyszała i krzyczy po niemiecku, żeby iść za nią. Wzięła do klasy i dalej po niemiecku: „Przełóż się chłopcze przez ławkę”. Oj, dało trzcinką. A dziewczyny dostały po pazurach.

Później rączki im z tego tak napuchły, że nie mogły pisać. Zrobiła się sprawa. Do szkoły przyjechał inspektor i przeprowadził z nami wywiad. Pytał, czy my w domu rozmawiamy po polsku, czy po niemiecku. Odpowiadaliśmy, że w domu to się uczymy niemieckiego, a jak czegoś nie rozumiemy, to po polsku pytamy, jak mamy to mówić...  Zaraz po wojnie, za panowania PRL-u, na egzaminach wyszło, że my lepiej mówimy po niemiecku niż po polsku.

To, jak wielu z jego pokolenia, panu Alfonsowi utkwiło najbardziej w pamięci okupacja. Czy takie zdarzenia nadają się na gawędę? Na smutną tak.

Gawędy typowo wiejskie

Gawędy raczej nie powinny być o historii. 
- Ale do radia mąż raz mówił o księdzu Stanisławie Hoffmanie, wielkim społeczniku – zauważa pani Zofia. - Oprócz kościoła zbudował tu przystanek kolejowy, reperował drogi, wybudował szosę do Piesienicy.
- Gawędy, jakie pisze pani Ania, są typowo wiejskie. Na przykład o osie, która pogryzła,  o maszkach.

- A w tym roku będę mówił o tym, jak idziemy na pachta.
Co ciekawe, pomimo tego pierwszego miejsca nikt jakoś pana Alfonsa nie zaprosił na występ – ani ze Starogardu, ani z jakiejś gminy. Czasami tyko daje popis, gdy „Relaks” jedzie na przykład na spotkanie emerytów i rencistów. Wtedy - zdarza się - zamiast piosenki pokazuje skecz.

Mąż będzie kusicielem

W tym roku w pierwszy tydzień po Wielkanocy w kościele w Pinczynie „Relaks” znowu wystawi spektakl.
- Będzie od Adama do Ewy do czasów dzisiejszych – mówi pani Zofia. - Ja będę jednym z ludu. Mąż będzie kusicielem – diabłem, wężem. On ma dużo do mówienia. Sztuka, jak to u pani Ani, zacznie się od biblijnej historii, ale duży nacisk kładzie na czasy dzisiejsze. Będzie o pijakach, narkomanach, o głównych nieszczęściach współczesności. My jako lud będziemy mówić: „Boże odpuść im, bo nie wiedzą, co co czynią”.
Tremę zostawia w domu 

- Tremę zostawiam w domu – mówi pan Alfons. - Gorzej mnie martwi, jak się dobrze nie nauczę na pamięć roli. Jeżeli ją dobrze znam, wtedy robię rozmaite miny i swobodnie się poruszam.
Pan Alfons ma zadane dużo na pamięć. Uczy się już dzisiaj, bo od razu nie da się wszystkiego pojąć. Przesłuchuje go żona. 
-Teraz będę kusił. Takie role mi pasują. Żonka nauczyła mnie mimiki. Miny mam wrodzone. Ruchy też. Nie mogę stać w jednym miejscu. Jak trzeba tupnąć, to tupnę, jak trzeba gwizdnąć, gwizdnie. Czy ja wierzę w to, co gramy? Każdy ma swoją wyobraźnię.

Tadeusz Majewski, Dorota Skolimowska
Na podstawie magazynu Kociewiak piątkowe wydanie Dzienika Bałtyckiego
 Wyślij ten artykuł do przyjaciela   Strona do wydruku    Artykuły  
Gawędziarz - Alfons Połom | Zaloguj/Zarejestruj się | 0 Komentarzy
Komentarze są własnością nadsyłającego. Nie odpowiadamy za ich treść.
700 LAT ZBLEWA

TURYSTYKA




OFERTY REGIONU
“Polpharma” - Ośrodek Wypoczynkowy. Okazja!
Turnus taniej o 200 złotych ... :: więcej
Ocypel, Trzechowo - atrakcyjna oferta!
Atrakcyjnie nieruchomości na sprzedaż!... :: więcej
Wynajmę lokal
Lokal pod działalność handlowo-usługową o powierzchni 350 metrów kwadratowych... :: więcej
Wójt Gminy Kaliska ogłasza konkurs na stanowisko Menadżera Zdrowia - Kierownika Ośrodka Zdrowia w Kaliskach, na stanowisko Inspektora ds. projektów realizacyjnych i promocji gminy oraz na.... :: więcej

REKLAMA

Kliknij

Pozostałe artykuły


Copyright © 2003 - 2005 Media-Kociewiak
Teksty i zdjęcia prosimy przysyłać na adres - portal@kociewiacy.pl | Reklama
Webmaster - PioFal