Od strony ścieków
Zachodzimy krętą, stromą ścieżynką od szczytu góry. Nie do wiary, że ktoś tu może mieszkać. Ale mieszkają. Zza krzaków widać już dwa ścieśnione domki. Podchodzimy bliżej. Furteczka z napisem “ostry pies”, który potem okaże się łagodnym burkiem (fakt, że drugi, nieco większy, jest na łańcuchu). W zaułku między skarpą a jednym z domków z wielką ciekawością wyciągają szyje gęsi. Na podwóreczku między domkami schnie pranie. Jest też miejsce na parasol z napisem IGLOTEX.
My z wizytacją – mówimy. – Sprawdzamy, jakie szkody w tym niezwykłym miejscu zrobiło trzęsienie ziemi.
Wiesława Brandt przyjmuje chętnie. Zaprasza do środka jednego z domków, choć akurat odbywa się tutaj remont. Dwie córki mają poważne twarze. Zmykają przed obiektywem, jakby było czego się wstydzić. Nie ma czego. Biedy dzisiaj nie. Raczej nadmiernego bogactwa.
Z pokoiku, bodajże największego w tym domku, przez nowe okno z PCV rozciąga się ładny widok. Tuż za oknem krzaki bzu, róż, dalej w dole wierzby rosnące w ściekowisku, za nimi wznosi się wzgórze porośnięte lasem. Tylko ten smród.
- Tak, panorama jest tu ciekawa, ale zapach nieprzyjemny – mówi Wiesława Brandt. – Czasami jak się wietrzy, okno otworzy...
Brandtowie mają dziewięcioro dzieci i jedną wnuczkę. Wszyscy mieszkają na 60 metrach kwadratowych w tych dwóch chatynkach. Jedna z nich to przerobiony chlewik. 60 metrów minus łazieneczki, korytarzyki, metry zajmowane przez meble i wychodzi 30 metrów kwadratowych. Liczymy. 30 przez 12 osób. Na jedną przypada 2,5 metra kwadratowego. Tutaj w jednym pokoju mieszkają dwie córki i wnuczka, no i oni. W drugim domku mieszka dwóch synów i cztery córki.
;@ A ktoś z rodziny pracuje?
- Mąż. W Stoczni Gdańskiej. Ale w tej chwili znajduje się na trzymiesięcznym wypowiedzeniu.
;@ I jak państwo tutaj “wpadli”? Na zdrowy rozum tu się nie da mieszkać.
Ano wpadli. Pani Halina pochodzi ze Starogardu. Wyszła za mąż. Pomieszkała z mężem u teściów na stancji. Potem kupili tę chałupkę razem z gruntem. Było pięknie. Wspaniałe otoczenie, grzyby, las, rzeczka.
– Wtedy nie było planów, że akurat tutaj będzie oczyszczalnia ścieków i żwirownia – wyjaśnia pani Brandt.
Oglądamy domeczek, pokoiki (wszystko tu należy nazywać rzeczownikami zdrobniałymi), łazieneczkę, ścianki. Coś tak się wydaje, że domeczek nie trzyma pionu.
A trzęsienie ziemi dało się tutaj odczuć?
Pani Wiesława pokazuje na starannie zatynkowane szramy w ścianach i na szczeliny w podłodze. Tu i bez trzęsienia ziemi pęka. A skutki trzęsienia mają podobno wyjść dopiero po kilku miesiącach.
Brandtowie akurat remontują domek. Robią centralne. Będzie taniej.
No i jak to tak mieszkać. Dzieci skończyły szkoły?
- Wszystkie córki są po szkole zawodowej, ale nie mają pracy. Jedna ukończyła szkołę kucharską i sezonowo pracowała w Jastrzębiej Górze.
- Ale za kucharzy chcą tylko mężczyzn – dopowiada bezrobotna kucharka. Siedzi w foteliku i głaszcze “ostrego psa”. Aresa albo coś w tym rodzaju.
A w wielu miejscach szukałaś?
Dziewczyna kiwa głową. Oczywiście.
- Dzieci gdzie mogą, łapią każdą pracę – ciągnie pani Wiesława. – Tym bardziej, że zapomogę się dostaje wtedy, kiedy ma się dużo pieczątek z zakładów pracy. Pieczątek z informacją, że nie chcą przyjąć. To świadczy o tym, że ktoś nie uchyla się od pracy.
Na szczęście państwo daje zapomogi. Ile pani dostaje?
- Mieszkaniówkę. 12 zł miesięcznie. A za wodę płacę 50 złotych. Jak nie zapłacę, to wstrzymają mieszkaniówkę.
stara się pani o jakieś inne mieszkanie?
- Złożę podanie, przyjdą, pogadają i sobie idą. Biedny człowiek, taki jak my, to nic nie zrobi.
W Starogardzie przeprowadzili ludzi, którzy mieszkali przy oczyszczalni. Ze względu na skażenie powietrza. Czy tutaj ktoś był, badał to powietrze?
- Nikogo nie było. Leczyłam się w szpitalu. Mam chorą wątrobę. Lekarz po badaniu stwierdził, że muszę mieszkać gdzieś w skażonym miejscu. Kiedyś przyjechał jakiś inny lekarz z pogotowiem i powiedział, że powinniśmy dostać odszkodowanie za takie warunki.
co dalej? Patrząc na inwestycje wychodzi na to, że chcecie jednak tutaj mieszkać.
Tak. Mam nadzieję, że kiedyś zbudują ekologiczną oczyszczalnię i powietrze będzie czyste.
Na podstawie tygodnika Kociewiak środowe wydanie Dziennika Bałtyckiego