Sensjacyjne pomysły wicka Starogardu Koziołka Niematołka nawiązania współpracy z Chinami.
Polska biegnie do Unii Europejskiej, jakby tam na nas cuda czekały. Jakieś rajskie jabłonie i coś tam jeszcze. Niech będzie, ale nie wszędzie. Władze Starogardu wolą zdecydowanie wyjazdy na wschód. Już kilka lat temu nawiązały współpracę z Kaliningradem.
Ciekawie tam, a po wódce wypitej nad samym morzem nie ma się kaca. Byłem - to wiem. W ogóle na wschodzie jest fajnie.
Dla wiceprezydenta, przesympatycznego Koziołka Niematołka, to jednak za mało. Gdy nadarzyła się okazja, postanowił ruszyć jak Wiśniowiecki za Chmielnickim, Jak Mickiewicz z przymusu na Ukrainę, na sam koniec, na sam Krym – do Biełogorodu.
Tam szukał przyjaciół oraz przyjaciółki i znalazł. Ukraińcom się pomysł współpracy spodobał, już byli w Starogardzie. Królewski Starogard podpisał więc umowę o współpracy z Biełogorodem. Pięknie brzmi: z myślą o młodzieży, sporcie, kulturze, gospodarce, wielkiej bajce. Ale Zaskoczony dotarł do tajnego (!) protokołu, na którym widnieją podpisy prezydenta Stasia Karbusia i mera Wiaczesława Bohuna. Okazuje się, że ta współpraca ma być znacznie ciekawsza. M.in. Starogard zakupi od władz Biełogorodu za 2 mln ojro (lewe pieniądze z UE) luksusowy ośrodek wypoczynkowy nad samym Morzem Czarnym. Tam nasi włodarze chcą w tajemnicy przed m.in. Zaskoczonym odpoczywać. Metoda ma być prosta. Niby jadą na Zachód, do jakiegoś tam Hillerood czy innego jakiegoś niemieckiego miasta, a w rzeczywistości Pociągiem Przyjaźni pojadą nad Morze Czarne. Tam Ukraincy mają zadbać o atrakcje. Co sami z tego będą mieli? Ano to oni pojadą za naszych na Zachód, a na tym, przy wejściu dla nich wiz od lipca, bardzo im zależało. W takich Niemczech Bohun będzie robił za Karbusia, a wicemer Kapuśniaków za Koziołka. Nie ma tam drugiego wicemera, więc jeszcze nie ustalono, kto będzie jeździł za wiceprezydenta Żaczka Boraczka.
Koziołek Matołek może być z siebie dumny. Znowu coś mu się wielkiego udało. I jest. Nawet nie przeraził się, gdy mu zdradziliśmy, że znamy tajny protokół. – Co w tym złego? – zapytał, podkręcając sobie ucho jak Wiśniowiecki wąsy. – Władza musi mieć się gdzieś ukryć, bo w Starogardzie opozycja zagląda nam już nie tylko do kieszeni, ale nawet do łóżka. Taki Heniu Kurkowski to gapi mi się nawet w serce.
Przeglądając po cichu biurko wicka, odkryliśmy coś kolejnego! Koziołek Niematołek ma jeszcze jedno marzenie. Biełogorod to miasto wielkości Starogardu, a on by chciał współpracować z jakimś milionowym molochem i to dalej na wschód. W Chinach! – olśniło go. Już poprosił Ukrainców o pomoc. Udzielą mój jej. Już organizują na lato podróż Koleją Transyberyjską. Koziołek dostał ostatnio fax, iż Ukraincy znaleźli także odpowiednie miasto, leżące nad Jangcy dwumilionowe Głu chu Min, słynące z pięknych dziewczyn, mocnej wódki i nocnych głośnodajek. Uda się nawet uzasadnić potrzebę współpracy i to gospodarczej. W notatkach Koziołka wyczytaliśmy, że jest tam wytwórnia żaczków – cukierków tak lubianych przez Kociewiaków.
Chinczycy z Głu chu Min mieliby w Specjalnej Strefie Ekonomicznej otworzyć swoją wytwórnię na Europę. Tak więc Koziołek w to zagra. Najpierw w tajemnicy. Niby pojedzie do Irlandii, a w rzeczywistości z Bohunem uda się na daleki Wschód. Ma tylko mały problem. Taka podróż pociągiem w obie strony i wizyta mogą potrwać razem z miesiąc. Tyle czasu w Irlandii? Nikt mu nie uwierzy. Zapewne weźmie urlop i niby zaszyje się na Mazurach. A jak wróci z tych Chin, to będzie już naprawdę wielkim Kozłem. Zapewni przejście Starogardu do polskiej historii współpracy miast ponad podziałami. Bo w Chinach przecie nadal rządzą komuniści. By się im przypodobać, Koziołek zlecił uszycie czerwonego uniforku. Weźmie też z sobą prezenty. Cenne, jak on sam.
Prawa autorskie © Wirtualne Kociewie Wszystkie prawa zastrzeżone.